Tapety we wnętrzach – jak ożywić ściany i ukryć mankamenty mieszkania

Aus daten-speicherung.de
Zur Navigation springen Zur Suche springen

Goście często pytają, czy nie mam dość wchodzenia po schodach na górę. Prawda jest taka, że poddasze ma swój urok, zwłaszcza gdy pada deszcz i słychać krople o dach. Wieczorem, gdy zapalam lampki na schodach, całe wnętrze nabiera magii. Jedynym minusem jest latem, gdy pod dachem robi się gorąco, dlatego zainwestowałam w rolety zewnętrzne i wentylator sufitowy. To koszt, ale opłaca się przy dłuższych upałach.

Planowanie aranżacji domu jednorodzinnego wymaga spojrzenia na codzienne rytuały. Zamiast kupować meble na zapas, warto przejść się po pomieszczeniach z miarką i notesem. U nas problemem były wąskie korytarze – meble trzeba było wnosić bokiem, a potem skręcać w drzwiach. Dlatego polecam sprawdzić, czy sofa, którą wypatrzyliście w internecie, w ogóle da się wnieść na piętro. Wiele osób zapomina o tym na etapie projektu, a potem zaczyna się kombinowanie. Lepiej od razu wybrać model z demontowalnymi nogami lub tapicerką welurową, która nie rysuje się przy przeciąganiu.

Gdy wreszcie stanęłam przed wyborem podłogi do mojego salonu, myślałam, że to będzie prosta decyzja. Otóż nie. Panele, deski, płytki, a może winyl - każda opcja miała swoich zwolenników i przeciwników. W moim przypadku salon ma tylko 22 metry kwadratowe, więc każdy centymetr musiał być wykorzystany z głową. Zależało mi na czymś, co zniesie codzienne bieganie dzieci, ale też będzie wyglądać elegancko, gdy zaproszę gości na kawę. Szybko okazało się, że podłoga w salonie to nie tylko kwestia estetyki, ale przede wszystkim funkcjonalności i trwałości. W końcu to serce domu, gdzie spędzamy najwięcej czasu.

Przy okazji remontu kawalerki przyjaciółki doradzałam jej położenie tapety w przedpokoju. To pomieszczenie często jest wąskie i ciemne, więc postawiłyśmy na pionowe pasy w chłodnym, srebrzystym odcieniu. Efekt optycznego podwyższenia sufitu był natychmiastowy. Co więcej, tapeta w przedpokoju jest praktyczniejsza niż malowanie – łatwiej zmyć z niej zabrudzenia, a przy intensywnym użytkowaniu nie widać na niej rys tak bardzo. Tam akurat zdecydowałyśmy się na wersalkę w kącie, bo przyjaciółka często ma nocnych gości. Wersalka z cienkim materacem na stelazu listwowym to rozwiązanie, które oszczędza miejsce w ciągu dnia, a wieczorem daje komfort spania. Tapeta na ścianie za nią dopełnia całości i sprawia, że kąt nie wygląda jak prowizorka.

Problem z miejscem na pościel rozwiązało łóżko z pojemnikiem na pościel w głównej sypialni. To chyba najważniejszy mebel na małym poddaszu, bo nie muszę martwić się o szafę, która i tak by się nie zmieściła pod skosem. Wersalka w pokoju dziecięcym też ma spory schowek, ale tam trzymam tylko koc i poduszki, bo codzienne wyciąganie kołdry z pojemnika byłoby uciążliwe. Łóżko z pojemnikiem na pościel to must-have, jeśli masz mniej niż 20 metrów kwadratowych na górze. Zresztą, nawet w większym pomieszczeniu taka opcja uwalnia miejsce na inne rzeczy.

Kiedy myślisz o zakupie, zwróć uwagę na detal, który rzadko się pojawia w poradnikach – sposób montażu nóg. Wiele tanich krzeseł ma nogi przykręcane do słabej płyty, co po roku skutkuje obluzowaniem. Szukaj modeli, gdzie nogi są wpuszczone w ramę siedziska i dodatkowo wzmocnione śrubami. W mojej praktyce sprawdziły się krzesła z metalowym stelażem pokrytym farbą proszkową – są odporne na zarysowania i łatwe do czyszczenia. Jeśli masz w domu parkiet, pamiętaj o filcowych podkładkach pod nogi, bo nawet najlepsze krzesła mogą porysować podłogę. To mały wydatek, który oszczędza nerwów i pieniędzy.

Kiedy pierwszy raz stanęłam na swoim poddaszu, poczułam mieszankę ekscytacji i przerażenia. Skosy sięgały tak nisko, że w niektórych miejscach ledwo mogłam stanąć prosto, a powierzchnia użytkowa kurczyła się z każdym metrem w kierunku ścian. Pamiętam, jak stałam z centymetrem w ręce, zastanawiając się, gdzie zmieścić łóżko, żeby nie uderzać głową o sufit. Zaczęłam od najważniejszego punktu w sypialni na poddaszu wyboru materaca. Postawiłam na materac piankowy o grubości 16 cm na stelazu listwowym, bo elastycznie dopasowuje się do skosów i nie traci właściwości nawet przy nierównym podłożu. To był strzał w dziesiątkę, bo zwykły sprężynowy materac by się po prostu odkształcił.

Z kolei w salonie odważyłam się na odważniejszy ruch – tapetę z motywem roślinnym w odcieniach butelkowej zieleni i granatu. To był strzał w dziesiątkę, bo ściana za kanapą z funkcją spania stała się centralnym punktem pokoju. Kiedy przychodzą goście i trzeba rozłożyć kanapę na noc, tapeta odwraca uwagę od faktu, że salon zamienia się w sypialnię. A przy okazji ukrywa drobne niedoskonałości tynku, które przy jednolitym kolorze rzucałyby się w oczy. Ważne, żeby przy tak wyrazistym wzorze reszta ścian pozostała stonowana – u mnie to biel z lekkim odcieniem szarości. Dzięki temu całość nie przytłacza, a tapeta działa jak obraz, który wypełnia pustą przestrzeń.